Publikujemy autorski tekst przygotowany w związku z udziałem Iwony Pokrowskiej w XXXV. Salonie of Inspiration poświęconym tematowi „Obecność”. To rozwinięcie myśli, z którą Fundacja Sztuka Obecna wchodzi w tę rozmowę: o sztuce jako przestrzeni uważności, sensu i głębszego rozumienia człowieka.
XXXV. Salon of Inspiration
22 kwietnia 2026
Rotunda PKO BP, Warszawa
Są rzeczy, które człowiek rozumie najpełniej nie wtedy, gdy potrafi je precyzyjnie zdefiniować, lecz wtedy, gdy naprawdę je przeżywa. Wina, lęk, utrata, pragnienie sensu, doświadczenie bliskości, potrzeba światła i wewnętrznego ładu — to wszystko należy do obszaru wiedzy egzystencjalnej, a nie wyłącznie intelektualnej. Właśnie dlatego sztuka pozostaje tak ważna. Nie dlatego, że daje gotowe odpowiedzi, ale dlatego, że pozwala zbliżyć się do tego, czego nie umiemy wypowiedzieć zwykłym, prostym językiem, nie spłaszczając przy tym jego znaczenia.
Współczesny świat wysoko ceni to, co mierzalne. Uczy nas skuteczności, analizy, procedur, planowania ryzyka, zarządzania procesami i celami. To wszystko jest potrzebne. A jednak życie człowieka — podobnie jak życie organizacji — nie składa się wyłącznie z tego, co policzalne. W jego centrum pozostają relacje, odpowiedzialność, uwaga, zdolność słuchania, gotowość rozumienia drugiego człowieka, ale także potrzeba ciszy, oddechu i sensu. Sztuka jest jednym z tych obszarów, które przypominają, że człowiek nie żyje jedynie w świecie funkcji i wyników. Żyje również w świecie znaczeń.
Dlatego obecność nie jest pojęciem miękkim ani ozdobnym. Nie oznacza jedynie fizycznego bycia obok. Oznacza jakość uwagi. Zdolność zatrzymania się przy drugim człowieku i przy samym świecie. Oznacza zgodę na to, że nie wszystko, co ważne, daje się od razu uporządkować i wyjaśnić.
W tym sensie sztuka i filozofia spotykają się ze sobą bardzo głęboko: obie uczą, że ludzkie doświadczenie wymaga nie tylko wiedzy, ale także wyobraźni, wrażliwości i cierpliwości wobec złożoności.
Wielka literatura i wielkie malarstwo potrafią przybliżać rzeczy trudne nie przez ich uproszczenie, ale przez nadanie im formy, którą człowiek może unieść. W „Mistrzu i Małgorzacie” Michaiła Bułhakowa jedna z najbardziej intrygujących scen rozgrywa się w momencie, kiedy diabeł — Woland — rozmawia z ludźmi nowoczesnymi, przekonanymi o sile rozumu, ideologii i porządku intelektualnego. W samym środku tej rozmowy wraca Kant. Pada groteskowe zdanie: „Wpakować by tego Kanta na trzy lata na Sołówki!”. Ta scena działa z taką siłą właśnie dlatego, że jest jednocześnie absurdalna i głęboko prawdziwa. Rozmowa toczy się przecież blisko sto lat po śmierci filozofa, a jednak jego myśl nadal budzi opór, irytację, potrzebę unieważnienia. Literatura robi tutaj coś wyjątkowego: nie relacjonuje sporu filozoficznego, lecz przywraca mu temperaturę życia. Sprawia, że pytania o dobro i zło, rozum, pychę, wolność, odpowiedzialność i granice ludzkiej pewności przestają być abstrakcyjne. Stają się doświadczeniem.
To jedna z najważniejszych funkcji sztuki: przywracanie żywotności temu, co zbyt łatwo zamienia się w martwy system pojęć. Nie chodzi więc o to, że sztuka zastępuje filozofię. Chodzi o to, że pozwala człowiekowi wejść w pytania filozoficzne całym sobą — nie tylko intelektem, ale także wyobraźnią, emocją i intuicją. Dzięki temu stają się one bliższe, bardziej ludzkie, bardziej prawdziwe.
Innego rodzaju doświadczenie przynosi Vermeer. W „Widoku Delft” nie mamy do czynienia z dramatem ani narracją. Mamy światło, wodę, niebo, miasto i niezwykłe skupienie spojrzenia. Ten obraz powstał kilka lat po katastrofalnym wybuchu magazynu prochu w Delft, który zniszczył część miasta. Vermeer nie maluje jednak ruiny ani samego wydarzenia. Maluje miasto trwające, oddychające, odzyskujące swój porządek w świetle. I może właśnie dlatego ten obraz porusza tak mocno. Nie zaprzecza kruchości świata, ale nie zatrzymuje się na niej. Pokazuje, że sztuka może także przywracać oddech, ład i poczucie ciągłości. Może być formą skupionego ocalenia.
W „Widoku Delft” spokój nie jest pustką. To spokój zbudowany z uważności. Z proporcji, ciszy, dyskretnej obecności człowieka wobec większego porządku świata. Takie malarstwo nie odwraca od rzeczywistości. Przeciwnie — przybliża ją w sposób bardziej pełny, bo pozwala zobaczyć to, co w codziennym pośpiechu pozostaje niewidoczne: rytm, światło, trwanie, harmonię. W czasach nadmiaru bodźców i informacji to przypomnienie wydaje się szczególnie cenne.
Z kolei Agnes Martin pokazuje, że sztuka może działać jeszcze ciszej, niemal bezgłośnie. Jej malarstwo jest oszczędne, subtelne, zbudowane z rytmu, delikatnych linii i stonowanego koloru. A jednak trudno uznać je za chłodne czy czysto formalne. Przeciwnie — jest w nim głębokie skupienie, łagodność i rodzaj wewnętrznego ładu, który nie narzuca się widzowi, ale zaprasza go do zwolnienia. Martin przypomina, że obecność nie zawsze oznacza intensywność czy dramat. Czasem oznacza ciszę, która pozwala wrócić do siebie i do świata bez pośpiechu.
To szczególnie ważne dzisiaj, kiedy tak wiele przestrzeni życia — także zawodowego — ulega nieustannemu przyspieszeniu. Uwaga staje się rozproszona, relacje powierzchowne, a język coraz częściej podporządkowany funkcji, skrótowi i skuteczności. Sztuka nie rozwiązuje tych problemów w prosty sposób. Ale może tworzyć warunki, w których człowiek odzyskuje zdolność patrzenia, słuchania i odczuwania bardziej świadomie. Może przypominać, że pełne życie nie składa się tylko z reakcji, lecz także z kontemplacji. Nie tylko z działania, ale również z obecności.
Dlatego pytanie o sztukę w organizacjach nie powinno być pytaniem wyłącznie o estetykę. Powinno być pytaniem o człowieka. O to, jaki obraz człowieka organizacja przyjmuje, wzmacnia i chroni. Czy widzi w nim jedynie funkcję, kompetencję, rolę, zasób? Czy potrafi również dostrzec jego kruchość, wyobraźnię, potrzebę sensu, potrzebę uznania i wewnętrznej przestrzeni? Organizacja bez kontaktu ze sztuką ryzykuje nie tylko estetyczną jałowość. Ryzykuje zawężenie języka, wyobraźni i samego obrazu człowieka.
Z tej perspektywy sztuka nie jest dodatkiem do życia społecznego czy zawodowego. Jest jednym z języków obecności. Uczy widzieć pełniej, słuchać uważniej, myśleć mniej powierzchownie. Pomaga zachować relacyjność tam, gdzie łatwo o mechaniczność, i sens tam, gdzie łatwo o redukcję wszystkiego do skuteczności. To nie jest argument przeciwko profesjonalizmowi, strategii czy odpowiedzialności. Przeciwnie — to próba ich pogłębienia. Sztuka nie zastępuje procedur, ale może przypominać, po co procedury istnieją. Nie zastępuje zarządzania, ale może sprawić, że zarządzanie nie stanie się ślepe na człowieka.
W Fundacji Sztuka Obecna właśnie tak rozumiemy rolę sztuki. Nie jako odświętnego dodatku ani zamkniętego świata, ale jako żywy język obecności — w przestrzeni społecznej, w codziennym doświadczeniu, w relacjach, w pamięci i w sposobie patrzenia na drugiego człowieka. Interesuje nas sztuka, która nie zostaje oddzielona od życia, lecz wraca do niego w sposób znaczący. Taka, która pomaga zobaczyć więcej, poczuć pełniej i być uważniej.
Obecność jest dziś jedną z najcenniejszych wartości. W świecie nadmiaru informacji i niedoboru znaczenia, w świecie komunikacji i jednocześnie głębokiego osamotnienia, sztuka może stać się przestrzenią odzyskiwania uwagi, sensu i relacji. Nie usuwa spraw trudnych. Nie daje prostych pocieszeń. Ale pozwala je unieść — a czasem także przywraca światło. I właśnie dlatego pozostaje tak potrzebna.
Iwona Pokrowska
członek zarządu fundacji
Z pasji miłośniczka sztuki, fotografii i literatury. Uwielbia podróże, które inspirują ją do poznawania ludzi i kultur. W życiu kieruje się empatią i odpowiedzialnością — los ludzi i zwierząt nie jest jej obojętny. Stale pracuje nad własnym rozwojem i z ciekawością odkrywa świat wokół siebie. Absolwentka matematyki z doświadczeniem w zarządzaniu, strategii rozwoju i relacjach z rynkiem ubezpieczeniowym. Ceni profesjonalizm, ciągły rozwój i etyczne podejście do biznesu.

